|
Blog > Komentarze do wpisu
"Ja wiedziałem, że tak będzie"
No ten tego idziemy sobie, śniegu po kolana, miejscami więcej. Ciepło, cieplutko, za cieplutko. Śnieg jest ciężki, klejący z duża zawartością wody w stanie płynnym. Za dwie godziny perspektywa opadów, deszczu. Przed nami równy rządek czołówek. Gdzieś z tyłu słychać kierowników "skręćcie bardziej w prawo". Ale jakoś nikt nie wyrywa do torowania w śniegu autorskich wariantów. To dopiero pierwszy punkt, każdy chce oszczędzać siły. Ten pierwszy punkt na mapie wygląda tak niewinnie. Banał, droga wyprowadzająca na grzbiet wzniesienia. Pójdzie jak po sznurku. Niestety w okolicach punktu sznurek się plącze. Czołówki się rozbiegają. No bo drogi oczywiście nie ma, zasypana. Grzbiet jest ale czy to ten bo jest kilka w okolicy. W pewnym momencie na każdym wzniesieniu w okolicy widać czołówki i każda idzie w inną stronę. Nie ma to jak dobry początek.
fot. http://ino.lublin.pttk.pl/skorpion/2010/foto.html Ja wiedziałem, że tak będzie
fot. http://ino.lublin.pttk.pl/skorpion/2010/foto.html
Ja wiedziałem, że tak będzie Ja wiedziałem, że tak będzie Poniżej zapis trasy z dataloggera. ![]() Hm brakuje jednej pętli. Może coś da się z tym zrobić. Jest pomysł, żeby jak stopią się śniegi a noga Pawła się wyleczy zawitać na jeden dzień do Szczebrzeszyna i zrobić drugą pętlę. Punktów już nie będzie, ale wąwozy i jary będą. Chyba nigdzie się nie wybierają. Tylko czy znajdzie się na to czas? Ja wiedziałem, że tak będzie wtorek, 23 lutego 2010, lulekz
Komentarze
Gość: Krolisek, 10.pia.abpl.pl
2010/02/26 23:11:29
Bardzo fajna relacja! Niektórzy uważają, że porażki są wręcz inspirujące do pisania ciekawszych relacji ;) co nie znaczy, że trzeba zaraz popadać w przesadę. Pozdrawiam!
Gość: Bazyl, brama.aspro.pl
2010/03/01 08:38:37
No tak, kiedyś Kuerti pisał na pk4, że jakoś lepiej mu się pisze po porażkach niż po sukcesach. Wychodziłoby na to, że albo dobry start albo relacja.
2010/03/04 15:54:17
No bo wiecie. Jak jest sukces, to człowiek zapomina o wielu rzeczach na trasie. A gdy trafia się niepowodzenie, to pamięta się wszystko doskonale. Dlatego może te relacje po porażkach są ciekawsze. Bo te po wygranej brzmią podobnie: wygrałem i ... koniec.
|
|