Blog > Komentarze do wpisu
"Ja wiedziałem, że tak będzie"
 

No ten tego idziemy sobie, śniegu po kolana, miejscami więcej. Ciepło, cieplutko, za cieplutko. Śnieg jest ciężki, klejący z duża zawartością wody w stanie płynnym. Za dwie godziny perspektywa opadów, deszczu. Przed nami równy rządek czołówek. Gdzieś z tyłu słychać kierowników "skręćcie bardziej w prawo". Ale jakoś nikt nie wyrywa do torowania w śniegu autorskich wariantów. To dopiero pierwszy punkt, każdy chce oszczędzać siły. Ten pierwszy punkt na mapie wygląda tak niewinnie. Banał, droga wyprowadzająca na grzbiet wzniesienia. Pójdzie jak po sznurku. Niestety w okolicach punktu sznurek się plącze. Czołówki się rozbiegają. No bo drogi oczywiście nie ma, zasypana. Grzbiet jest ale czy to ten bo jest kilka w okolicy. W pewnym momencie na każdym wzniesieniu w okolicy widać czołówki i każda idzie w inną stronę. Nie ma to jak dobry początek.


Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem, że tak będzie
zagubił się szukając punktu
Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem


 No to pada, niby lekko, niby tylko mży ale czemu kurtka jest taka mokra. Kilometr 10  - czuć lekką wilgoć w butach. Kilometr 20 ? no to jednak jest już zupełnie mokro w butach. Kilometr 25 - "ale k..wa chlupie!" Efekt chlupania pozostał już do końca. Chyba lepiej było ubrać zwykłe buty z siatki zamiast z membraną ? przynajmniej cyrkulacja wody byłaby lepsza, a tak to tylko się dolewało. A w ogóle to ten śnieg to już nie jest wcale zabawny.

fot. http://ino.lublin.pttk.pl/skorpion/2010/foto.html

Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem, że tak będzie
Bardziej chlupie w lewym bucie
Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem


Przepiękne tereny do zawodów. W tych wąwozach zakochałem się rok temu. Cały rok marzyłem o luty bez śniegu. Nie żeby mi przeszkadzało, że jest ciężko. Po prostu chciałbym trochę więcej po nawigować. Mniej tropić, więcej nawigować. Taki był plan. W śniegu po kolana nie opłaca się jednak realizować swoich autorskich wariantów. Lepiej pójść trochę dalej a po śladach. Marzy mi się Skorpion w warunkach letnich lub jesiennych, byłoby wspaniale. Nie żebym się uważał, za jakiegoś super nawigatora ale ile więcej frajdy daje znalezienie trudnego punktu własnymi siłami (nawet jeśli z problemami) niż dojście do niego po nitce śladów.

fot. http://ino.lublin.pttk.pl/skorpion/2010/foto.html

Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem, że tak będzie
Poszedł twoim śladem
Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem
 
Zostało 25 km. "no to 14 godzin  i kończymy pierwszą pętlę". Zostało 15 km. - "nie no w 15 godzin to się wyrobimy". W 16 godzin się udało. W międzyczasie partner mi okulał. Zastanawiałem się nawet przez chwilę czy by go nie zastrzelić, żeby okazać mu litość. "Czyż nie dobija się koni?". No ale co bym powiedział jego żonie. Powolutku mijani przez kolejnych uczestników, robimy diretissimę zachodniej ściany Czubatej Góry i zbliżamy się do końca pętli. Paweł deklaruje, że ze względu na nogę nie wychodzi na drugą pętlę. Choć widzę, że strasznie go ciągnie, to jego pierwsza rozsądna decyzja od kiedy go znam. Poszedł by, ma ochotę zrobić jeszcze choć jeden punkt. Strasznie go musi w takim razie boleć jak ostatecznie wytrwał w decyzji o rezygnacji. Jego rezygnacja to dobry pretekst dla mnie żeby też już nie wychodzić na zewnątrz.  Jest jeszcze 14 h. do wykorzystania, nic mnie nie boli, nie jestem bardzo zmęczony, pewnie mógłbym walcząc do końca limitu czasu, zrobić jeszcze ze 4 punkty. Ale mi się nie chce. Mogę sobie wmawiać: to dlatego, że i tak nie było szansy zrobić całości, że co by mi dało te dodatkowe kilka punktów. Wszystko bujda. Mogłem zjeść, przebrać się, zmienić buty i pójść ale mi się po prostu nie chciało. Pierwszy raz zrezygnowałem z lenistwa a nie z powodu braku sił czy kontuzji. Z drugiej strony nie skasowałem się, mogę normalnie trenować, są jakieś plusy tego lenistwa. Na przykład wstyd.

Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem, że tak będzie
Niech się wstydzą lenie
Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem

Poniżej zapis trasy z dataloggera.

GPSies - Skorpion 2010

Hm brakuje jednej pętli. Może coś da się z tym zrobić. Jest pomysł, żeby jak stopią się śniegi a noga Pawła się wyleczy zawitać na jeden dzień do Szczebrzeszyna i zrobić drugą pętlę. Punktów już nie będzie, ale wąwozy i jary będą. Chyba nigdzie się nie wybierają. Tylko czy znajdzie się na to czas?

Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem, że tak będzie
Ja wiedziałem

wtorek, 23 lutego 2010, lulekz
Komentarze
2010/02/26 23:11:29
Bardzo fajna relacja! Niektórzy uważają, że porażki są wręcz inspirujące do pisania ciekawszych relacji ;) co nie znaczy, że trzeba zaraz popadać w przesadę. Pozdrawiam!
-
Gość: Bazyl, brama.aspro.pl
2010/03/01 08:38:37
No tak, kiedyś Kuerti pisał na pk4, że jakoś lepiej mu się pisze po porażkach niż po sukcesach. Wychodziłoby na to, że albo dobry start albo relacja.
-
2010/03/04 15:54:17
No bo wiecie. Jak jest sukces, to człowiek zapomina o wielu rzeczach na trasie. A gdy trafia się niepowodzenie, to pamięta się wszystko doskonale. Dlatego może te relacje po porażkach są ciekawsze. Bo te po wygranej brzmią podobnie: wygrałem i ... koniec.