Blog > Komentarze do wpisu
Płoszenie w Bażantarni

Łatwiej wystartować w Harpaganie niż napisać z niego relację. W niedzielę jest jeszcze za wcześnie, emocje jeszcze nie opadły. W poniedziałek pojawia się Paweł i siedzimy nad harpaganowymi mapami prawie do północy. Analizujemy moje warianty i te, które wybrałby Paweł. Czuć jak bardzo żałuje, że nie mógł wystartować. We wtorek usypiając córkę, usypiam się sam. Jest w końcu środa. "Dlatego teraz siedzę i piszę, ale żadne słowa tego nie opiszą, co poczuć może człowiek ciemną jesienną noc..." w Bażantarni.

Pierwszy przeciwnik (Krzysiek) jak się potem okazało wyeliminował się sam. Zrobił to w piątek w barze "Kasia" naprzeciw dworca w Sochaczewie. Narzędziem zbrodni był hot-dog, który zmartwychwstał gdzieś między PK1 a PK2 i dla Krzyśka było po zawodach. Ja na szczęście jadłem tam tylko frytki. Jeden załatwiony, jeszcze ze 4 setki.

"PK1 - Bażantarnia, Wzgórze 13 Sosen" - nie wiem czy sosen było 13 i czy to na pewno były sosny, ale wiem, że tej nocy okoliczne bażanty raczej nie pospały. Punkt okazał się mocnym otwarciem. Wszystkie okoliczne wzgórza roiły się od czołówek. Po lekkich problemach pozbierałem się jednak dość szybko z niewielką stratą do liderów. 
Potem już jakoś poszło. Choć lekko nie było. Całą noc padało ze zmienną intensywnością. Jakoś tak zauważyłem, że intensywność opadu rosła w okolicach punktów. Idź tam gdzie mocniej pada a znajdziesz punkt...

Wiadomo, jak padało to się zrobiło trochę błota. Buty miło mlaskały w rytmie poruszania. Wzruszająca muzyka podłoża. Oczywiście buty przemokły już przy pierwszym PK, co znacznie ułatwiło późniejsze pokonywanie dość licznych strumieni i innych przeszkód wodnych. Mimo opadów poziom wody nie wzrósł znacząco - najwyższa zanotowana głębokość brodzenia - do kolan. Poza pogodą sprawy nie ułatwiał również dość trudny teren (ależ wspaniałe jary) i mapa wobec której należało zastosować zasadę "ograniczonego zaufania" - przynajmniej jeśli chodzi o drogi, bo rzeźba terenu była ok. 

Wracając do rywalizacji to tak sobie powoli zaliczałem te punkty, kilometrów przybywało, błoto mlaskało, deszczyk padał, czasem kogoś spotkałem, a to jakiegoś uczestnika, a to dziki, a to glebę. Uroczo było. Generalnie czego człowiekowi potrzeba więcej do szczęścia? A właśnie jeśli mówimy o szczęściu to była i kumulacja siódemek. Na PK7 zawodnik 77 był 7. 

Wszystko fajnie ale coś ten czas to za szybko uciekał. Pierwszą pętlę skończyłem po 10 godzinach i 20 minutach. Na przepaku spędziłem 10 minut i spokojnie potruchtałem sobie na drugie kółko. Dużo łatwiejsze od pierwszego, był już dzień, nie padało, świeciło słonko. Tylko błoto dalej mlaskało. Może jakoś tak bardziej smutno mlaskało, bo bez deszczu, ale mlaskało.

Niestety ta sielanka została zmącona na PK10, bo obsługa powiedziała mi, że jestem trzeci. No to skończyło się spokojne napieranie i trzeba będzie gonić, stresować, oglądać się za siebie. Eh było pięknie, a tu trzeba się spieszyć. Nie wypada się obijać jak jest szansa na podium - zostałem wciągnięty w wyścig szczurów. Punkty wchodziły w zasadzie bez większych problemów i o dziwo cały czas byłem trzeci. Na PK13 włączył się syndrom przedwczesnego szukania punktu, ale nawet to nie pomogło. Wreszcie między PK14 a PK15 podjąłem ostateczną desperacką próbę utraty miejsca. Zamiast polecieć asfaltem, zdecydowałem się na wariant ambitny. Nie powiem na zapisie loggera to ładnie wygląda przebieg, a w praktyce to było tak: ogrodzona szkółka, wymiana napięcia z elektrycznym pastuchem, krzaczory, zaorane pole, krzaczory, przedzieranie się wzdłuż strumienia, wyłażenie z jaru. Straciłem pewnie ze 20 minut na tym wariancie - nie pomogło, miejsce zostało.

Potem meta. Czas 20:27 - najgorzej w tym roku, ale w tych warunkach, to jak na mnie całkiem dobrze wyszło. Ostatni stres czy karta zapisała wszystkie punkty. Potem kąpiel, integracja et cetera, et cetera.
Logger zapisał mi 120km.
GPSies - 42 Harpagan TP100
Sporo. Chciałbym zobaczyć wariant optymalny wg. organizatorów. Mój przebieg na pewno nie był optymalny, ale ciekawi mnie gdzie można było urwać aż 20 km.
Piękne impreza to była. Przepiękne tereny, dobry wynik, no i to błoto tak ładnie mlaskało...

czwartek, 20 października 2011, lulekz
Komentarze
Gość: Makhi, aeoy17.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/20 06:51:02
Ah ...
-
2011/10/20 11:54:03
Zapomniałam, żeby nie jeść w trakcie czytanie Twoich relacji, bo można się udławić ze śmiechu :) Gratulacje Zenek!
ps. czasem żałuję, że w moim telefonie nie ma aparatu...
-
Gość: Konrad, hew107.internetdsl.tpnet.pl
2011/10/20 12:55:34
jeszcze raz wielkie gratulacje, świetny występ, brawo :)
-
Gość: Hiu, nat178-214-6-15.mtm-info.pl
2011/10/20 15:18:51
Drugi raz w tym roku podium. Gratulacje
-
Gość: Misiek, host-46-41.spray.net.pl
2011/10/20 19:01:14
Zenku gratuluję występu i relacji. Żałuję, że drobna kontuzja zatrzymała mnie i nie dojechałem do Elbląga. Spełniłoby się moje malutkie marzenie (zdobyć punkt nad morzem). Widać warunki dopisały, Harpaganowy kilometr okazał się znów mieć jakieś 1100 metrów a punkty nie były oczywiste. Orgowie tak trzymać takie Harpy lubimy. Pozdrawiam.
-
2011/10/20 20:10:04
Dzięki wszystkim za ciepłe słowa. Misiek - szkoda, że Cię nie było. Ale marzenie jeszcze dasz radę spędzić, w dodatku jeśli mamy być dokładni to był tylko Zalew Wiślany a nie prawdziwe morze. Więc nie masz czego żałować ;) Życzę szybkiego wyleczenia kontuzji