|
Blog > Komentarze do wpisu
Shit Orient
Już dawno nie jechaliśmy taką dużą ekipą na zawody. Jedziemy i się zaczyna:
- Chłopaki wiecie co zostawiłem mojego loggera ładującego się w gniazdku w domu, 15 minut potem, - Chłopaki zapomniałem stuptutów, 4 fotoradary później, - Chłopaki zapomniałem szczoteczki do zębów, 132 dziury w drodze dalej, - Chłopaki nie wziąłem klapek pod prysznic, Trudno. Najważniejsze, że jest kompas, czołówka i buty do biegania. No i 5 kilowy zapas prowiantu w oponie wokół brzucha - Paweł zatrzymałbyś się na stacji kupiłbym sobie jakieś piwo. Przed PK11 wysyłam Marka na przeszpiegi nad rzekę, żeby zobaczył czy jest jakaś kładka. A ja łapie chwilę oddechu, bo ciężko za nim nadążyć. Wraca strasznie poruszony. "Słuchaj właśnie widziałem jak Maciek Więcek przepłyną rzekę. Rzeka ze 30 metrów szerokości, listopad, a on normalnie wziął wskoczył tak jak stał w ciuchach i przepłynął. Ja nie chcę wchodzić w bagno po kolana, a on po prostu przepłynął". Jeszcze z pół godziny obserwuję co jakiś czas kręcenie głową i ciche "normalnie przepłynął". ![]() Mamy już w nogach z 50km... - Kurcze szybka ta setka. Wszystko po drogach. Punkty łatwe. Pewnie zwycięzca złamie 11 godzin. - No szybka, ale był ten Shit Orient, no i jest jeszcze bno i OS. To może jednak ze 12 godzin. - O to to to. To my może byśmy 15 złamali? (uprzedzając fakty zwycięzca miał prawie 16h., my ponad 19,5) ![]() Na PK go doganiamy. Punktu nie ma, przy okazji czesania zagajnika była okazja trochę pogadać. Dowiadujemy się, że przez rzekę pływał dwa razy, no i że ma już prawie 100km. na liczniku. Ostatnie 30 km. kiepsko mi idzie. Nie mam już za bardzo siły biec. Marek pewnie się denerwuje, bo wiedzę, że ma jeszcze rezerwy i chciałby wyrwać szybciej. Ja się denerwuję, bo nie mam już rezerw, żeby wyrwać szybciej. No ale do samego końca coś tam "biegniemy" moim ulubionym "świńskim truchtem". ![]() Z czasem 19:34 jesteśmy na mecie. No bardzo szybko to nie było. Niby łatwe punkty, niby dużo biegania a czas taki sobie. No ale kilometrów jak na Harpaganie znowu wyszło za dużo (prawie 120). Mój logger został w domu, więc poniżej zapis z Markowego. Niestety po 107km. padła w nim bateria więc końcówkę naniosłem ręcznie. W bazie na korytarzu znowu spotykamy Maćka. Był drugi. Dawno skończył, ale jeszcze nie śpi. Co za gość: nie je, nie pije, nie śpi, wygląda, że się nie męczy. Ale pogadać lubi. My też lubimy, więc siedzimy i gadamy. Po jakiejś pół godzinie (5 rano) z sali wychodzi Paweł. Pewnie wyczuł podświadomie naszą obecność (drużynowy instynkt stadny). A może to tylko był pełny pęcherz? To już koniec startów na ten rok. Po Harpaganie mówiłem tak samo, ale tym razem to już nic mnie skusi. Chyba... ![]() czwartek, 01 grudnia 2011, lulekz
Komentarze
krolisek
2011/12/01 11:52:06
Cudowna relacja ;) Gratulacje, Chłopaki! Pozwoliłam sobie podlinkować na FB.
Gość: lulekz, 77-253-222-41.ip.netia.com.pl
2011/12/01 12:05:23
Jak zwykle robisz nam reklamę. Auto-marketing zawsze miałem kulawy. Dzięki za pomoc, gorzej jak wkrótce pocztą przyjdzie faktura za "usługi public relation i marketing".
2011/12/02 21:23:05
Jeśli nie macie nic przeciwko, to też podlinkuję (w zasadzie, to nie czekam na pozwolenie i już to robię :P). Jedna z fajniejszych, jakie napisaliście ;)
|
|