|
niedziela, 22 stycznia 2012
Śpieszmy się kochać śnieg...
Wstaję rano, patrzę za okno, wow 10cm świeżego śniegu. Wychodzę na trening przed południem. Ciepło coś... Śnieg się klei, z drzew leje się woda. I tak wykorzystałem okazję. Od 14 padał deszcz i tak do tej pory. Zima jego mać. ![]() ![]() ![]()
niedziela, 15 stycznia 2012
Drużyna blogerów
Na początku tygodnia zadzwonił do mnie selekcjoner Hubert z propozycją dołączenia do pewnej drużyny, której urwało się jedno koło. Propozycja była na tyle interesująca i przerażająca zarazem, że nie mogłem odmówić. Idealnie wpisywała się w nękający mnie ostatnio brak celu startowego. I tak to stałem się kołem zapasowym w drużynie Magdy, Huberta i Irka. Poniżej plan lekcyjny na dni 9-12 lutego. ![]() O ile ktoś powróci, po dniu 12 lutego należy się spodziewać relacji na http://dolnysan.blog.onet.pl/ i na http://wrozbieg.wordpress.com/ , no i podlinkowania relacji z dwóch powyższych blogów tutaj. Nie wiem czy Magda prowadzi bloga, ale jeśli nie, proszona jest o jego natychmiastowe założenie, tak żeby był komplet zeznań z trasy. Ciekawe czy zeznania świadków będą ze sobą zgodne... Mój cel: nie dać plamy. Nie wiem do ilu osób Hubert dzwonił zanim wykręcił mój numer, ale chciałbym żeby po rajdzie nie żałował, że nie zadzwonił do kolejnej osoby na liście. Jeszcze zachęta.
sobota, 07 stycznia 2012
Łamanie kołem
![]() - No jak wyjdzie Ci za mało tego biegania to najwyżej zrobisz wieczorem jeszcze rower na trenażerze. - Mh. - Wiem nuda, ale myślałeś co by to było jakby tak kiedyś zrobić sobie 24 godzinną jazdę na trenażerze? - I to jeszcze bez muzyki. - I bez filmu. - No i może jeszcze w zamkniętym pomieszczeniu bez okiem i światła. - I nie miałbyś zegarka, żebyś nie wiedział ile Ci jeszcze zostało, po prostu po 24 godzinach ktoś otwiera drzwi i mówi Ci, że to koniec. - A jedzenie i picie? - No to mógłbyś mieć i tak z nudów wszystko byś zjadł i wypił na samym początku. Makabryczna wizja. Psychiczne skutki tego projektu można chyba porównać z fizycznymi skutkami średniowiecznych tortur - robocza nazwa "Łamanie Kołem Challenge". Jak ktoś by chciał się podjąć to czekam na relację. Ja odpuszczam: 2h. to max ile wytrzymuję (i to tylko jak film jest dobry). Poniżej zdjęcia ofiary i zbrodniarza oraz rekonstrukcja zbrodni. ![]() ![]() ![]() ![]() Ofiarę czeka długie leczenie, nie koniecznie zakończone sukcesem...
![]()
sobota, 24 grudnia 2011
Wesołych
![]() W imieniu drużyny Motyla Noga życzę wszystkim radosnych, rodzinnych i sytych Świąt Bożego Narodzenia. Dodatkowo w nadchodzącym roku niech Wam łydka mocną będzie, kompasy zawsze pokazują północ, a punkty będą tam gdzie Wy. Ale przede wszystkim dużo, dużo zdrowia i braku kontuzji. No i dużo punktów, znaczy się prezentów pod choinką... ![]()
czwartek, 01 grudnia 2011
Shit Orient
Już dawno nie jechaliśmy taką dużą ekipą na zawody. Jedziemy i się zaczyna: - Chłopaki wiecie co zostawiłem mojego loggera ładującego się w gniazdku w domu, 15 minut potem, - Chłopaki zapomniałem stuptutów, 4 fotoradary później, - Chłopaki zapomniałem szczoteczki do zębów, 132 dziury w drodze dalej, - Chłopaki nie wziąłem klapek pod prysznic, Trudno. Najważniejsze, że jest kompas, czołówka i buty do biegania. No i 5 kilowy zapas prowiantu w oponie wokół brzucha - Paweł zatrzymałbyś się na stacji kupiłbym sobie jakieś piwo. Przed PK11 wysyłam Marka na przeszpiegi nad rzekę, żeby zobaczył czy jest jakaś kładka. A ja łapie chwilę oddechu, bo ciężko za nim nadążyć. Wraca strasznie poruszony. "Słuchaj właśnie widziałem jak Maciek Więcek przepłyną rzekę. Rzeka ze 30 metrów szerokości, listopad, a on normalnie wziął wskoczył tak jak stał w ciuchach i przepłynął. Ja nie chcę wchodzić w bagno po kolana, a on po prostu przepłynął". Jeszcze z pół godziny obserwuję co jakiś czas kręcenie głową i ciche "normalnie przepłynął". ![]() Mamy już w nogach z 50km... - Kurcze szybka ta setka. Wszystko po drogach. Punkty łatwe. Pewnie zwycięzca złamie 11 godzin. - No szybka, ale był ten Shit Orient, no i jest jeszcze bno i OS. To może jednak ze 12 godzin. - O to to to. To my może byśmy 15 złamali? (uprzedzając fakty zwycięzca miał prawie 16h., my ponad 19,5) ![]() Na PK go doganiamy. Punktu nie ma, przy okazji czesania zagajnika była okazja trochę pogadać. Dowiadujemy się, że przez rzekę pływał dwa razy, no i że ma już prawie 100km. na liczniku. Ostatnie 30 km. kiepsko mi idzie. Nie mam już za bardzo siły biec. Marek pewnie się denerwuje, bo wiedzę, że ma jeszcze rezerwy i chciałby wyrwać szybciej. Ja się denerwuję, bo nie mam już rezerw, żeby wyrwać szybciej. No ale do samego końca coś tam "biegniemy" moim ulubionym "świńskim truchtem". ![]() Z czasem 19:34 jesteśmy na mecie. No bardzo szybko to nie było. Niby łatwe punkty, niby dużo biegania a czas taki sobie. No ale kilometrów jak na Harpaganie znowu wyszło za dużo (prawie 120). Mój logger został w domu, więc poniżej zapis z Markowego. Niestety po 107km. padła w nim bateria więc końcówkę naniosłem ręcznie. W bazie na korytarzu znowu spotykamy Maćka. Był drugi. Dawno skończył, ale jeszcze nie śpi. Co za gość: nie je, nie pije, nie śpi, wygląda, że się nie męczy. Ale pogadać lubi. My też lubimy, więc siedzimy i gadamy. Po jakiejś pół godzinie (5 rano) z sali wychodzi Paweł. Pewnie wyczuł podświadomie naszą obecność (drużynowy instynkt stadny). A może to tylko był pełny pęcherz? To już koniec startów na ten rok. Po Harpaganie mówiłem tak samo, ale tym razem to już nic mnie skusi. Chyba... ![]() |