Kategorie: Wszystkie | Myśli nieuczesane | O nas | Relacje | Wyniki/Plany
RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Ministerstwo rzeczy dziwnych
Paweł dotarł do Karwi. W zasadzie to nie miał za wielkiego wyboru bo między Łebą a Karwią to nie za bardzo jest gdzie zanocować. No może ewentualnie mógłby w Dębkach ale to nie byłby wielki skrót. Zresztą same Dębki wspomina bardzo dobrze bo kiedyś startował tam w bardzo fajnym rajdzie Gringo. Urobił dziś 45 km. Dzień zimny, na szczęście wiatr w plecy. Ostatnie 5km. podobno droga przez mękę. Zaczyna już odczuwać powoli dystans i codzienny wysiłek. Ale plaże dalej mu się podobają i twierdzi, że są piękne. Jutro według rozpiski chciał dotrzeć do Helu. Ale to ponad 50km. i po dzisiejszym etapie nie widzi na to szans. Prawdopodobnie "padnie" gdzieś wcześniej, chce zrobić luźniejszy dzień, tak jakieś 25-30km. Jutro będzie mijał Przylądek Rozewie więc będzie wtedy najdalej na północ wysuniętym Pawłem w Polsce.
Jeśli chodzi o tytułu dzisiejszego wpisu to wszystko wyjaśniają poniższe zdjęcia.
Najpierw dwa maszty:

Potem taka pozostałość chyba po latarni:

Słup (żeby ryby mogły dzwonić do domu):

Lodówki sztuk trzy. Jedna z nich poniżej.

Jakby ktoś potrzebował mogę od Pawła zdobyć dokładniejsze namiary. Drzwi do lodówki też są, tylko kawałek dalej. Lodówki przywołały w nim wspomnienie Nysy. Tam też były. Może to te same?
No i jeszcze dziś była mała przeprawa przez ciek wodny w wykorzystaniem dóbr natury.
niedziela, 30 stycznia 2011
Numer tematyczny - piach
W zasadzie dzisiejszy wpis mógłbym załatwić samymi zdjęciami od Pawła.





Piach rules.
Ale tak dla małego treningu palców dorzucę jeszcze kilka słów. Odcinek z Rowów do Łeby pokonany. Pogoda piękna (podobno najładniejszy dzień jak dotychczas). Cytując Pawła - "jakby ktoś chciał spędzić dzień w samotności to powinien tu przyjechać*".
*nie dotyczy to lata.
W końcówce klimat odrobinę zepsuł samochód jeżdżący po plaży.
Są słuchawki, jest muza, podobno to pomaga. Nogi czują jakby trochę się wychodziły. Rozważał czy nie zrobić dnia odpoczynku. Ale z perspektywy pokoju: po kąpieli i kolacji, już mu się chce iść dalej.
I na koniec jeszcze anegdota z szukaniem noclegu. Pierwszy telefon:
- Dzień dobry. Szukam noclegu na jedną noc.
- A wie Pan u mnie to nie, ja mam teraz pokoje nie ogrzewane.
- Ale ja tu mam do Pani numer ze strony Klubu Długodystansowców Kuby Terakowskiego, i on na stronie bardzo poleca nocleg u Pani
- Aaa, Pan globtroter. To niech Pan przychodzi, napalę.


Gdzie ta cywilizacja

Jesteśmy w Rowach. Cel osiągnięty.

Wczoraj i dziś Paweł miał odpoczynek od morza. Już nie było po lewej stronie. Konieczność obejścia poligonu wojskowego zmusiła Pawła do nadłożenia ok. 20 km. Trudno. Ale udało się. Częściowo na azymut, cześciowo asfaltem, czego też dawno nie było. A tym razem wyszło aż 15 km przez samą Ustką.

Ustka - znane miasto leniskowe. Zawsze sporo tu ludzi. Ale nie tym razem. Są po prostu pustki. Gdzia ta cywilizacja?  A miał być schabowy.

To zdjęcie pokazuje Ustkę w południe.

No ale w końcu znów piasek i morze, znów po lewej stronie. Czyż to się nigdy nie skończy? Ale nie jest źle. Idzie się dalej.

Dziś piasek czasami przypominał tylko piasek. Woda jakoś wypływa spod piasku zamarzając. W ten sposób tworzy się cieńka warstwa lodu, czyli gołoledź. No i niestety, Paweł wywalił się. Pośliznął się i stłukł sobie jeden bok. Ale nie narzeka, mówi, że wszystko w porządku.

Ale, ale. Miła niespodzianka. Jest muzyczka. Paweł w końcu kupił sobie słuchwaki i teraz idąc, nasłuchuje. Tylko czekawe czego. Jednak stan ten nie trwał długo, ponieważ gdzieś gubił się sygnał i przerywało. Nie ma to jak szum morza.

Dziś wyszło 42 km. A jutro okazja do kolejnej cywilizacyjnej okazji - przed nami Łeba.

00:01, biko-gt
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 stycznia 2011
Na poligonie

Minął kolejny dzień zadowolenia. Nadal w głosie naszego piechura słychać nutkę zadowolenia i optymizmu. Może dlatego, że w końcu woda była również i po prawej stronie? Być może. Może dlatego, że kolejny dzień jest fajna pogoda, słonko świeci, niczym w lecie.

Dziś Paweł przemierzał kolejne kilometry wybrzeża. Miał okazję mijać dwa jeziora. Pierwsze to Jezioro Bukowo, a kolejne to Jezioro Kopań.

W między czasie Paweł mijał ciekawy budynek i tylko ten, kto nie wie co to takiego, to mógłby zastanawiać się, czy czasami nie trafił przez przypadek w jakiś kosmos. Bowiem jak się tak idzie, to można przejść jakieś kosmiczne wrota. A to było nic innego jak wierzyczka do kontroli nad specyficznym ruchomym mostem w miejscowości Darłówko.

Plan tej wyprawy niby prosty - przejść wzdłuż linii brzegowej. Proste, wiadomo jak iść. Nie trzeba szukać szlaku czy ścieżki. Idzie się po plaży, a "piaseczek jest gładki (cyt. Paweł)", więc fajnie się idzie. No ale cóż, czasami i tak bywa, że plany trzeba zweryfikować. Niedaleko miejscowości Jarosławiec znajduje się jednostka wojskowa i poligon. Niestety, pertraktacje telefoniczne z jakimś tam komendantem spełzły na niczym i jedyną opcją było obejście tej jednostki. Trudno, choć to dodatkowe 20 km. Może na koniach było by szybiej, ale pewnie napotkane amazonki nie były skore do pomocy.

Tak więc póki co - idzie dobrze. Jedynym niepokojącym zjawiskiem może być to, że "mówię do siebie (cyt. Paweł)". Ciekawe czy to efekt już pięciu dni w podróży i zaledwie jednego dnia cywilizacyjnego? Miejmy jednak nadzieję, że wszystko będzie w porządku i ta samotność za bardzo nie będzie doskwierać Pawłowi.

A dziś pokonany dystans to ok. 42 km. Nocleg tym razem nie nad morzem, a  w miejscowości Łącko. Plan na jutro - podono ambitny, ponieważ plan jest dościa Rowów, a więc po drodze znów może będzie nieco cywilizacji, bo Ustka jest na trasie i okazja do zjedzenia tradycyjnego schabowego, jak i do porozmawiania.

czwartek, 27 stycznia 2011
"Zimno Panu..."
W dzisiejszej rozmowie słyszałem w Pawła głosie najwięcej jak dotychczas radości, podczas tej wyprawy. Pierwsze zdanie jakie powiedział "To był piękny dzień" - trudno się dziwić, poranek wyglądał tak:

Super słoneczna pogoda. Plaża jak to określił przebieżna. Jedyny minusik to lekki wiatr w "pysk". A jak już przy tym jesteśmy to Paweł po raz pierwszy pokazał na przysłanych zdjęciach swoją twarz:

Chyba nikt nie powie, że wygląda na niezadowolonego.
Jakby podczytywał relację bo dziś nie było patriotycznie (schabowy) tylko na obiad była rybka w Mielnie. Problemy z pęcherzami na stopach chwilowo opanowana - przekłute. W każdym bądź razie nie jest gorzej.

A tak wygląda przykładowy "morski słupek graniczny". Posuwając się na wschód numeracja maleje.

Plaże piękne i puste. Choć spotkał dziś ciekawego człowieka. Jak Paweł go mijał, ten zaczął mu bić brawo. Na co Paweł zareagował pytaniem "Zimno Panu, że Pan tak klaszcze?" Po czym wywiązała się przyjemna rozmowa. Pan miał 60 lat i też trochę chodził, więc powiedzmy, że po prostu Paweł spotkał kolegę po fachu.

Nocleg w miejscowości Łazy, urobione 32 km. linii brzegowej. Pokój zimy, nieogrzewany. To podobno zdrowo. Dziś skończył o 17 więc nie było nocnego łażenia po plaży. Cel na jutro - Jarosławiec.

 
1 , 2 , 3