Kategorie: Wszystkie | Myśli nieuczesane | O nas | Relacje | Wyniki/Plany
RSS
czwartek, 23 kwietnia 2015
Coming Back To Life

Kamień milowy. Wybrałem się dziś o poranku jak zwykle poczłapać na górkę i jakoś tak pierwszy kilometr pobiegło mi się pół minuty szybciej niż zwykle, drugi prawie minutę szybciej. No to stwierdziłem: "dobra wykorzystajmy to dziwne zakrzywienie czasoprzestrzeni i zobaczmy co ten złom jeszcze potrafi."  Obwieszczam że pierwszy raz w "erze nowożytnej" nabiegałem moją tradycyjną pętelkę w tempie poniżej 6:00 min/km. A dokładnie 8,05km, czas 46:56, tempo 5:50 min/km, przewyższenie 175m. Wiem, że obiektywnie to śmieszny wynik, ale jestem z niego tak cholernie dumny, że ucieszył mnie bardziej niż niejedna ukończona w "erze starożytnej" setka na orientację. Gdy 9 miesięcy temu wracałem do "biegania" w zawrotnym tempie 15:00 min/km, 6:00 to był dla mnie wynik totalnie nieosiągalny i niemożliwy do zrobienia. To był mój Everest, moje marzenie. Dziś się spełniło. 

P.S.1 No to teraz popracujmy, żeby tak biegać przy 70% HRmax i już szybciej nie muszę.  

P.S.2 W ubiegłym tygodniu służba zdrowia pomimo pewnych wątpliwości stwierdziła, że odniosła sukces i zostałem wyleczony. Mój obecny status: do wnikliwej obserwacji. 

Zet El.

Krótko, zwięźle i na temat
Dziękuję wszystkim za życzenia. Sprawiliście mi bardzo miłą niespodziankę. Jeszcze raz dziękuję i wzajemnie życzę Wam dużo zdrowia i wszelkiej pomyślności.
Paweł



10:59, bazylsblox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2015
Teren niezabudowany

Można powiedzieć, że nasz drużynowy kolega Paweł opuścił w dniu dzisiejszym teren zabudowany i wjechał w teren niezabudowany - ukończył 60 lat. Pawle życzę Ci, żeby dane Ci było złamać "dozwoloną prędkość maksymalną na autostradzie". 

P.S. Z okazji urodzin Paweł otrzymał od swoich "fanów" album z życzeniami. W formie cyfrowej wszystkie nadesłane zdjęcia można obejrzeć tutaj: galeria. Jakby ktoś chciał się jeszcze dołączyć zapraszam, kilka wolnych stron w albumie zostało. Zawsze mogę dorobić odbitki i dostarczyć solenizantowi - niech sobie doklei... 

Zet El. 

czwartek, 16 kwietnia 2015
Prawdziwe ultra

"To ja tulipan. Właśnie otwieramy radośnie swój pąk w promieniach wschodzącego słońca by głosić światu ciepło, pokój i wiosnę"

"To ja ślimak, precyzyjny morderca. Właśnie korzystając z porannej rosy kończę pokonywać dwumetrowej szerokości pas kostki brukowej po to by Cię zeżreć tulipanie. Wiem, że być może nie starczy mi śluzu by wrócić po rozgrzanej w południe kostce ale przynajmniej zginę próbując. Ale nawet jeśli zginę, nie martw się. Po mnie przyjdą kolejni (z muszlami i bez muszli) by kontynuować me dzieło..."

P.S.1 Podczas tej sesji zdjęciowej nie ucierpiało, żadne zwierzę ani roślina. A potem to już nie wiem jak się dogadali...

P.S.2 Dochodzę do wniosku, że tego beznadziejnego bloga to już chyba nikt nie czyta, nawet moja własna żona. Dwa wpisy wcześniej roztoczyłem przed nią wizję rozwodu, a tu żadnej reakcji. Zaraz, zaraz a może ona siedzi cicho bo się cieszy na tą perspektywę. Ups... Już mnie nie kocha tak jak kiedyś...

Zet El.

wtorek, 14 kwietnia 2015
Powrót na Górę Kamieńsk

No to w ostatnich wpisach pojeździliśmy sobie palcem po świecie to teraz czas wrócić na domowe podwórko.

W ubiegły weekend startowaliśmy z Pawłem na pierwszym tegorocznym Bike Oriencie - miejsce akcji Góra Kamieńsk i okolice. Można powiedzieć, że było to zatoczenie pewnego rodzaju koła, bo pierwszy start pod "marką" Motyla Noga miał miejsce w tej samej lokalizacji - 2008 r. rajd przygodowy Szarpanina. Taka tam podróż sentymentalna tym bardziej, że kilka punktów miało taką samą lokalizację jak wtedy.

fot. Krzysztof Drożdżyński

Przed startem doszło do pewnego konfliktu interesów. Ja nastawiałem się na trasę długą 100km, Paweł na krótką 50km. Dodatkowo obaj myśleliśmy, że druga strona ma identyczne nastawienie.

fot. Bike Orient

Bardziej nieugięty okazał się Paweł i gdy na piątym z kolei punkcie kontrolnym nie udało mi się go przekonać (było to ostatnie miejsce gdzie można było jeszcze wybrać trasę), poddałem się i pojechałem z nim w stronę mety. Bo ja to sam bym się jeszcze zgubił, a i boję się samemu po lesie jeździć.

Trochę mi było smutno zostawiać te niezdobyte punkty ale plusów takiej decyzji można kilka znaleźć:

- nie ujechałem się trupa, ot takie lekkie zmęczenie jak po dobrym, mocnym treningu,

- chyba pierwszy raz zanim upłynął limit czasu zawodów ja już byłem w domu,

- zajęliśmy dobre miejsca: 4 i 5 (na 166 zawodników jadących trasę krótką) z czasem 3:24 (do trzeciego zawodnika brakło 7 minut).

Wyniku tego bym nie przeceniał bo nie czarujmy się najmocniejsi jechali trasę długą. Sama trasa wydawała mi się łatwa, choć nawigacyjnie poszło fatalnie: licznik pokazał 50,77km czyli zrobiliśmy niepotrzebnie aż 770 metrów (track na Endomondo). 

Wybraliśmy wariant, w którym najpierw pokręciliśmy się po płaskim na północ od startu, a na deser zrobiliśmy trzy punkty na samej Górze Kamieńsk. Zwłaszcza spodobała mi się piękna szutrówka na szczycie między PK7 a PK2 z wiatrakami w tle (padł tam zresztą nasz najszybszy kilometr na trasie 1:43). 

Co tu dużo mówić udana impreza: organizacja bez zarzutu, piękna pogoda, łydka względnie podawała, sentymentalny powrót na Górę Kamieńsk. 

A jeśli mówić o przeszłości to poniżej bonus. Pakiet zdjęć z Szarpaniny 2008. Relacja z tego rajdu była już na blogu ale bez zdjęć. Czemu? Ot specyfika czasów - relacja powstała zaraz po rajdzie a Paweł robił wtedy zdjęcia analogowym kompaktem więc trzeba było czekać aż skończy kliszę gdzieś na kolejnym rajdzie i zrobi odbitki. 

A to jeszcze jeden bonus jak już wziąłem się za skanowanie. Start pierwszej edycji Bike Orientu 2007. 

Zet El. 

19:03, bazylsblox , Relacje
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66