Kategorie: Wszystkie | Myśli nieuczesane | O nas | Relacje | Wyniki/Plany
RSS
czwartek, 23 kwietnia 2015
Krótko, zwięźle i na temat
Dziękuję wszystkim za życzenia. Sprawiliście mi bardzo miłą niespodziankę. Jeszcze raz dziękuję i wzajemnie życzę Wam dużo zdrowia i wszelkiej pomyślności.
Paweł



10:59, bazylsblox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2015
Teren niezabudowany

Można powiedzieć, że nasz drużynowy kolega Paweł opuścił w dniu dzisiejszym teren zabudowany i wjechał w teren niezabudowany - ukończył 60 lat. Pawle życzę Ci, żeby dane Ci było złamać "dozwoloną prędkość maksymalną na autostradzie". 

P.S. Z okazji urodzin Paweł otrzymał od swoich "fanów" album z życzeniami. W formie cyfrowej wszystkie nadesłane zdjęcia można obejrzeć tutaj: galeria. Jakby ktoś chciał się jeszcze dołączyć zapraszam, kilka wolnych stron w albumie zostało. Zawsze mogę dorobić odbitki i dostarczyć solenizantowi - niech sobie doklei... 

Zet El. 

czwartek, 16 kwietnia 2015
Prawdziwe ultra

"To ja tulipan. Właśnie otwieramy radośnie swój pąk w promieniach wschodzącego słońca by głosić światu ciepło, pokój i wiosnę"

"To ja ślimak, precyzyjny morderca. Właśnie korzystając z porannej rosy kończę pokonywać dwumetrowej szerokości pas kostki brukowej po to by Cię zeżreć tulipanie. Wiem, że być może nie starczy mi śluzu by wrócić po rozgrzanej w południe kostce ale przynajmniej zginę próbując. Ale nawet jeśli zginę, nie martw się. Po mnie przyjdą kolejni (z muszlami i bez muszli) by kontynuować me dzieło..."

P.S.1 Podczas tej sesji zdjęciowej nie ucierpiało, żadne zwierzę ani roślina. A potem to już nie wiem jak się dogadali...

P.S.2 Dochodzę do wniosku, że tego beznadziejnego bloga to już chyba nikt nie czyta, nawet moja własna żona. Dwa wpisy wcześniej roztoczyłem przed nią wizję rozwodu, a tu żadnej reakcji. Zaraz, zaraz a może ona siedzi cicho bo się cieszy na tą perspektywę. Ups... Już mnie nie kocha tak jak kiedyś...

Zet El.

wtorek, 14 kwietnia 2015
Powrót na Górę Kamieńsk

No to w ostatnich wpisach pojeździliśmy sobie palcem po świecie to teraz czas wrócić na domowe podwórko.

W ubiegły weekend startowaliśmy z Pawłem na pierwszym tegorocznym Bike Oriencie - miejsce akcji Góra Kamieńsk i okolice. Można powiedzieć, że było to zatoczenie pewnego rodzaju koła, bo pierwszy start pod "marką" Motyla Noga miał miejsce w tej samej lokalizacji - 2008 r. rajd przygodowy Szarpanina. Taka tam podróż sentymentalna tym bardziej, że kilka punktów miało taką samą lokalizację jak wtedy.

fot. Krzysztof Drożdżyński

Przed startem doszło do pewnego konfliktu interesów. Ja nastawiałem się na trasę długą 100km, Paweł na krótką 50km. Dodatkowo obaj myśleliśmy, że druga strona ma identyczne nastawienie.

fot. Bike Orient

Bardziej nieugięty okazał się Paweł i gdy na piątym z kolei punkcie kontrolnym nie udało mi się go przekonać (było to ostatnie miejsce gdzie można było jeszcze wybrać trasę), poddałem się i pojechałem z nim w stronę mety. Bo ja to sam bym się jeszcze zgubił, a i boję się samemu po lesie jeździć.

Trochę mi było smutno zostawiać te niezdobyte punkty ale plusów takiej decyzji można kilka znaleźć:

- nie ujechałem się trupa, ot takie lekkie zmęczenie jak po dobrym, mocnym treningu,

- chyba pierwszy raz zanim upłynął limit czasu zawodów ja już byłem w domu,

- zajęliśmy dobre miejsca: 4 i 5 (na 166 zawodników jadących trasę krótką) z czasem 3:24 (do trzeciego zawodnika brakło 7 minut).

Wyniku tego bym nie przeceniał bo nie czarujmy się najmocniejsi jechali trasę długą. Sama trasa wydawała mi się łatwa, choć nawigacyjnie poszło fatalnie: licznik pokazał 50,77km czyli zrobiliśmy niepotrzebnie aż 770 metrów (track na Endomondo). 

Wybraliśmy wariant, w którym najpierw pokręciliśmy się po płaskim na północ od startu, a na deser zrobiliśmy trzy punkty na samej Górze Kamieńsk. Zwłaszcza spodobała mi się piękna szutrówka na szczycie między PK7 a PK2 z wiatrakami w tle (padł tam zresztą nasz najszybszy kilometr na trasie 1:43). 

Co tu dużo mówić udana impreza: organizacja bez zarzutu, piękna pogoda, łydka względnie podawała, sentymentalny powrót na Górę Kamieńsk. 

A jeśli mówić o przeszłości to poniżej bonus. Pakiet zdjęć z Szarpaniny 2008. Relacja z tego rajdu była już na blogu ale bez zdjęć. Czemu? Ot specyfika czasów - relacja powstała zaraz po rajdzie a Paweł robił wtedy zdjęcia analogowym kompaktem więc trzeba było czekać aż skończy kliszę gdzieś na kolejnym rajdzie i zrobi odbitki. 

A to jeszcze jeden bonus jak już wziąłem się za skanowanie. Start pierwszej edycji Bike Orientu 2007. 

Zet El. 

19:03, bazylsblox , Relacje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 kwietnia 2015
Via Alpina

Miało być o czym bliższym domu niż Pacific Crest Trail i jest. Przy okazji PCT pisałem o trzech warunkach koniecznych żeby go zrobić. Tutaj ze względu na lepszą dostępność i krótszy dystans być może nie trzeba by rozwodzić się z żoną (podkreślam: być może). Poznajmy szlak (a w zasadzie szlaki) o nazwie Via Alpina. 

Pierwszy raz tą nazwę usłyszałem jakieś 8 lat temu w schronisku Neue Prager Hutte od jakiegoś "lokalsa" i bardzo mnie zaciekawiła (w każdym bądź razie na tyle żeby się jej dokładniej przyjrzeć. Kryje się pod nią sieć 5 szlaków w Alpach (http://pl.wikipedia.org/wiki/Via_Alpina). Każdy z nich jest ciekawy, ale tak naprawdę w oczy rzuca się zwłaszcza ten czerwony.

 

Zaczynamy nad Adriatykiem i kończymy w Monako. Albo w drugą stronę. Proste i przyjemne. Długość lekko ponad 2500km. Łączne przewyższenie coś koło 138tys. W porównaniu z PCT jest tu zdecydowanie lepszy dostęp do infrastruktury. Co dzień można liczyć na nocleg pod dachem i dostęp do ciepłego posiłku (i zimnego piwka). Oczywiście to wszystko kosztuje, ale jeśli nie martwimy się budżetem to można wędrować bez namiotu, kuchenki i dużych zapasów jedzenia i wody.

Całość oficjalnie liczy 161 etapów. Tu jest to ładnie rozpisane i zaznaczone na mapie: http://www.via-alpina.org/en/page/237/the-red-trail. Niektóre etapy są dość łatwe i można je spokojnie połączyć. Na przykład etap nr 11: 7km (300m w górę, 120m w dół) - coś można by jeszcze po obiedzie dorzucić. Ponieważ kiedyś dawno temu (nazwijmy to w "erze starożytnej") robiłem bardzo, ale to bardzo nieśmiałe przymiarki (czysto teoretyczne) do tego szlaku, spędziłem kilka godzin na analizie i rozpisaniu etapów "po swojemu". Wyszło mi wtedy około 110 etapów. Dodajemy do tego z 10 dni rezerwy na nieprzewidziane trudności typu załamania pogody czy ładne alpejskie pastereczki i wychodzi cztery miesiące. Czerwiec, Lipiec, Sierpień, Wrzesień. Wobec powyższego z żoną jednak trzeba się rozwieźć. 

Mógłby być piękny projekt o nazwie Motyla Alpina. A jaka relacja na żywo by w tego mogła powstać... Cytując jednak jednego z moich profesorów na studiach: "Prawdopodobieństwo, że zdacie ten egzamin wynosi zero przecinek siedem (tu robił dramatyczną przerwę). Oczywiście mam na myśli zero przecinek siedem zer i jedynka." I takie jest właśnie prawdopodobieństwo realizacji tego projektu. Kto chce podkraść pomysł na tą wycieczkę proszę bardzo. Dobra zabawa gwarantowana. 

Zet El. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 65