Kategorie: Wszystkie | Myśli nieuczesane | O nas | Relacje | Wyniki/Plany
RSS
piątek, 02 stycznia 2015
Za ile?

Komentarze są raczej rzadkością na tym blogu dlatego każdy witamy z radości. Pod starym wpisem na temat psychologi kolejki pojawił się ostatnio taki:

Anna Rekel to psycholog, psychoterapeuta oferujący sesje małżeńskie, rodzinne, indywidualne. Zapoznaj się z pełną ofertą na naszej stronie internetowej.: 

Ok. Fajna sprawa, chętnie spotkam się z Panią Anną i posłucham co ma do powiedzenia. Pytanie tylko ile Pani Anna powinna zapłacić mi za wizytę? No i czy mam wystarczające kwalifikacje aby pomóc rozwiązać problemy Pani Anny? A i w końcu jaka ma być ta sesja? Mam być sam (indywidualna), z małżonką (małżeńska) czy z małżonką i diablętami (rodzinna)? Z diablętami to nie polecam bo to będzie dużo więcej kosztować i raczej będzie to terapia szokowa. Pani Anno napisze Pani jeszcze co ma być.

Zet El

wtorek, 30 grudnia 2014
Rocznica

"Nigdy ostatni i nigdy pierwszy, hej to chyba śni Ci się życie" - tak jakoś przypomniał mi się dziś ten kawałek...



Dokładnie rok temu dowiedziałem się, że poza byciem gburem i chamem dolega mi coś jeszcze. To był ciężki rok. Kurewsko ciężki. Czy stracony? To się okaże. Chciałbyś wierzyć, że całe to doświadczenie uczyni mnie silniejszym ale jakoś nie mogę. Żyje się tak trochę na huśtawce. Jednego dnia wstajesz i myślisz "Rozpierdolę ten system. Wyleczę się, wrócę do formy i jeszcze im wszystkim pokażę". Następnego dnia wstajesz i myślisz "O czym ty mówisz? Przecież to się kurwa nie może udać". Dziś przykładowo jestem na etapie "ja wam wszystkim pokarzę" choć nie mam pojęcia o jakich wszystkich chodzi. Przepraszam ze wulgaryzmy ale czasem to one najlepiej pokazują emocje.

Ten rok był lipny ale nie zawsze tak było i nie zawsze będzie. Korzystając z okazji, że w rocznicę żona w pracy, jedno dziecko u swojej koleżanki, drugie śpi, dla poprawy humoru przegrzebałem archiwum bloga. Powspominałem. Przy okazji wybrałem top 10 najlepszych relacji, które popełniłem. Oczywiście w mojej subiektywnej ocenie. Miało być top 5 ale jakoś trudno było się zdecydować co jeszcze wywalić, bo wstępnie wyszło mi ponad 20. Nie żeby na blogu było aż tyle wartego uwagi. Po prostu dla mnie są w jakiś sposób ważne bo to spory fragment mojego życia. Chronologicznie:

1. Relacja-z-konca-stawki - pierwsza relacja na blogu, za długa, ale nawet po latach ją lubię,
2. Dla-Slawy-i-Pieniedzy - sława i kasa nie przyszły,
3. O-jeden-most-za-daleko - historia pewnej solniczki
4. Ploszenie-w-Bazantarni - historia mlaskającego błota
5. Shit-Orient - o tym jak pływają najlepsi
6. Ambitna-turystyka - porażka czy sukces ?
7. Jesli-to-maj-to-widzimy-sie-w-Limanowej - historia pewnego kubeczka
8. Piec-dni-w-chlewie - o tym, że miejsce świni jest w chlewie a łamagi nie dają rady wejść na Rysy
9. Skrajna-anomalia - o niesprawiedliwości sportu
10. Przepraszam-czy-tu-bija - o integracji z lokalną ludnością

Najbardziej cieszy mnie, że miałem okazję fajnych ludzi spotkać, z fajnymi ludźmi napierać. Która relacja jest najlepsza? Nawet jeśli to kłamstwo to umówmy się, że ta którą dopiero napiszę. Trzeba się brać do roboty i w nadchodzącym roku dopisać kolejny rozdział wspomnień. A propos huśtawki...



Zet El

niedziela, 21 grudnia 2014
Masakra

W telegraficznym skrócie. Paweł wystartował w Nocnej Masakrze na trasie 100km. Było nie było tegorocznych Mistrzostwach Polski na tym dystansie.

Poszło mu tak, że skończyło się na masakrze stóp i walce z bólem od połowy trasy. Niestety w efekcie opuścił cztery punkty. Na trasie spędził prawie 23h. Nawigacyjnie podobno było ok, punkty wchodziły. Zajął ostatecznie 30 miejsce w generalce i 7 wśród weteranów. Jeśli mam być szczery to moim zdaniem: "Panie Pawle stać Pana na więcej!".

Być może więcej dowiemy się jak Paweł napisze po powrocie relację... A no to się nie dowiemy...

Zet El

16:18, bazylsblox , Relacje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Kot w suchej karmie

Ponieważ poleciała nam u ubiegłym tygodniu oglądalność trzeba sięgnąć po sprawdzone wzorce. Czyli jednak podpinamy się pod niepobitą popularność blogów kulinarnych. Dziś podamy przepis na: kota w suchej karmie.

Wymagane składniki:

1 kot - najlepiej jak najgrubszy i jak najbardziej głodny. Pojęcia te się nie wykluczają. Na przykład poniższy sierściuch do szczupłych nie należy a głodny jest zawsze.

1 garstka suchej karmy w dowolnym smaku. Wielkość garstki metodą prób i błędów dostosować do wielkości kota. Uwaga nie próbować dostosować wielkości kota do wielkości garstki.

Sposób przyrządzenia: bierzemy garstkę suchej karmy wsypujemy do miski i po około sekundzie (lub po minus sekundzie o czym będzie poniżej) możemy się cieszyć kotem zatopionym w suchej karmie. 

UWAGA: najbezpieczniej jest podkraść do miski bezszelestnie i wsypać karmę zanim zobaczy nas kot. Jeśli się nie uda tego zrobić i kot nas zobaczy będą kłopoty. Po pierwsze natychmiast zacznie się intensywnie ocierać o nogi. Trzeba będzie się bardzo starać żeby go nie nadepnąć lub się o niego nie wywrócić. Wydaje się, że on marzy żeby go nadepnąć. Po drugie jak tylko się schylicie wsadzi łeb do miski i zacznie jeść nawet jak tam jeszcze nic nie ma. Nieważne, że przez to nie można nasypać mu jedzenia. On musi mieć łeb w misce! Absolutnie nie ma możliwości żeby argumentacja słowna spowodowała usunięcie łba z miski. Konieczne są ręko lub nogoczyny. Nogoczynów nie polecam, bo są nieskuteczne. Trzeba je wykonać w postaci wyprostowanej a to powoduje, że zanim ponownie się schylicie żeby nasypać jedzenie, łeb znowu będzie w misce. Gwarantuję.

Zet El

piątek, 12 grudnia 2014
Top 1000

Możemy spocząć na laurach. Dwa wpisy w ubiegłym tygodniu wystarczyły by awansować bloga (chyba pierwszy raz w historii) do Top 1000 najczęściej czytanych blogów na blox.pl.

Motyla Noga - pozycja 930. Na dziś dzień przegrywamy jeszcze z "życiem Pracownika Socjalnego" i "TREM...moja kochana piata pora roku...jola maj" ale za to o włos wyprzedzamy "Lamala, czyli mój chłopak jest Egipcjaninem". W oczy rzuciła mi się też pozycja 936 - "Wojciech Wanat z Milanówka" - blog może nie w naszym temacie ale było nie było człowiek z naszej branży.

Blox.pl reklamuje się, że ma już ponad 400tys. blogów. Moim zdaniem to lipa. Skoro taki blog jak nasz, gdzie prawie nic się nie dzieje i zagląda tu pewnie ze 4,5 osoby jest w top 1000 to znaczy, że 390 tys blogów jest martwych. Pewnie założonych przez gimnazjalistów w ramach ćwiczeń w informatyki i porzuconych tego samego dnia. Ale statystyka to statystyka. Jesteśmy na Topie !

A jakie są blogi na absolutnym szczycie? Kulinarne !

Jak widać masakryczna przewaga. 9 blogów o gotowaniu w Top 10. Jedynie "A jednak się kręci" Rafała Steca jest z innej bajki. 17 w Top 20. Jakoś nie rozumiem tego fenomenu. Co jest takiego ciekawego w pisaniu/czytaniu o jedzeniu? Zawsze byłem zwolennikiem poglądu, że je się żeby żyć, a nie żyje się żeby jeść. Jak wytłumaczyć taką popularność? Ja mam dwie teorie. Pierwszą, że "żreć każdy musi". Drugą - jest to samonakręcający się temat. W pewnym momencie powstało tyle blogów o gotowaniu, że narodziła się rywalizacja. Autorzy po prostu czytają swoje blogi nawzajem nakręcając liczniki i rywalizując: "o dziś napisała o bajaderkach to ja jej przywalę sękaczem...".

Pewne nadzieje wiązałem z pozycją 20 zestawienia: "Kuchenne wzloty i upadki młodej mężatki". Liczyłem na powiew świeżości, że oprócz strony kulinarnej znajdę tam zdjęcia autorki ale lipa. Nie dość, że nie ma zdjęć gorącej pani wśród gorących potraw, w koronkowym fartuszku i z ostrymi przedmiotami w dłoniach... (przerwa na marzenia)..., to nawet nie ma zdjęć jej małżonka konsumującego jej dzieła. Zresztą jej blog ma już 6 lat to jaka ona młoda...

Tak czy tak jeśli chcemy zostać w Top 1000 to następny wpis musi być kulinarny... A w sumie to nie chcemy więc nie będzie...

Zet El