Kategorie: Wszystkie | Myśli nieuczesane | O nas | Relacje | Wyniki/Plany
RSS
sobota, 19 maja 2012
Echa poranka
Motyla Noga on the run...





poniedziałek, 14 maja 2012
Północna skończona
Uprzejmie donoszę, że Paweł jest szalony. Chyba trochę go gryzło, że podczas ostatniego wyjazdu na granicę nie udało mu się zrobić całości zaplanowanej trasy, więc w ten weekend znowu pojechał na północ. W sobotę i niedzielę walną odcinek Gołdap - Budzisko. W sumie lekko ponad 70km granicy. Frajdę miał wielką. Po pierwsze nie działał jak ostatnio w stylu oblężniczym (z namiotem i tobołami) tylko poleciał na lekko w bucikach do biegania, a więc i kilometry podobno szybciej ubywały. Po drugie był zachwycony okolicą - Puszcza Romincka - zdecydowanie poleca. Po trzecie pogoda dopisał - chłodno i przyjemnie. Słychać, że wrócił naładowany pozytywną energią.
Reasumując: południowa granica - zrobiona, zachodnia granica - zrobiona, północna granica - zrobiona. Gratulacje. Wschodnia granica - w planach.
Poniżej kilka zdjęć z weekendu:









Na ostatnim zdjęciu - komitet powitalny tuż przed końcem trasy i przejściem granicznym w Budzisku.
środa, 09 maja 2012
Litania do Zgrzytania Zębami

"No to pech. Widziałem na stronie orga, że na 5 pk byłeś drugi. Dobrze szło i zdechło. Bywa. Tak to chyba bywa w bieganiu z mapą." Jacek

Już dawno nie byłem tak pozytywnie zmotywowany przed startem. Zapowiadał się trudny górski teren, dużo punktów kontrolnych, wyrównana stawka zawodników, brak liderów PMnO. Będzie można powalczyć. "Mówię Ci Paweł - wszystko się rozegra na BnO" Wykrakałem.

"Ale dałeś d..." Marek

Przed PK2 spotykam gościa, który chyba na podstawie koszulki pyta, czy jestem z Motylej Nogi. Okazuje się, że czytuje tego bloga (ucieszyłem się, choć może nie było powodu, bo przecież powiedział, że czytuje, a nie że mu się podoba). Swojego jeszcze nie prowadzi. Teraz ma dobry moment, żeby zacząć - Marcin wygrał Rudawską Wyrypę. Jeszcze raz gratulacje.

"Trochę tam tego S03 szukaliśmy z pół godziny. Zeszliśmy się w trójkę, każdy z innej strony i go nie było ale w końcu, ktoś znalazł" Tadek

Noga podaje, punkty wchodzą. Na PK5 dowiaduję się, że jest lepiej niż myślałem, jestem drugi z niewielką stratą do lidera.
Na kolejnych punkach mijam się z nim. Ale i z goniącym mnie Tadkiem. Gdy wbiegam do szkoły na koniec pierwszej pętli, Marcin właśnie z niej wybiega. Nadal jestem drugi. Od razu idę do swojego pokoju. Wymieniam bidony na pełne, uzupełniam batony, wychodzę ze szkoły, wracam do szkoły - wypadałoby pobrać mapę na drugą pętlę. 

"5:39 Na mecie pierwszej pętli TP100 zawitał Zenon Lulek. Chwycił mapę na II pętlę i .... pobiegł dalej :-)" - relacja Organizatora na Facebooku 

Tak jak przewidziałem wszystko rozegrało się na odcinku BnO (początek drugiej pętli). Niestety nie na moją korzyść. Punkt S03 - gdzieś tam był. W jego okolicy spędziłem 90 minut. Próbowałem atakować z różnych stron, liczyłem kroki, szukałem pod skałami, na skałach, zaglądałem pod krzaczki. Wszystko na mapie mi pasowało i cały czas wychodziła mi ta sama skała. Skończyły mi się pomysły, na to jak jeszcze go zaatakować. Poddałem się. Zdarzyło mi się upuścić kilka punktów na setkach, gdy nie kończyłem całej trasy ale to pierwszy taki, którego zacząłem szukać i nie znalazłem. Bolało. Był jeszcze kiedyś jeden taki na Adventure Trophy... też bolał.

"Nikt inny nie zgłaszał problemów z tym punktem" Organizator  

Po opuszczeniu S03, było jakieś dalsze życie. Życie wypełnione wściekłością. Nie jakąś ukierunkowaną na coś konkretnie - tylko taką ogólną. No i od razu poczułem zmęczenie i brak sił - odechciało mi się biegać. Wcześniej napędzała mnie rywalizacja, ale ten napęd został odcięty. Marsz stał się jedyną formą przemieszczania. Ale ani przez moment nie pomyślałem, żeby zejść z trasy. Co to, to nie, gramy do końca. Zapłaciłem za 100km. to mam je dostać.

"S03 - ja nachodziłem od tych skał i wszedł bez problemu" Krzysiek

Reszta punktów na BnO wchodzi bez problemów. Kilka minut tracę na S04, na który wszyscy narzekali, że stał nie na tej skale. Też narzekałem. Z lekkim zdziwieniem dowiaduję się, że mimo tak dużej straty czasowej na BnO, ukończyłem go jako trzeci. Tyle, że pierwsza dwójka oczywiście z kompletem PK. To mnie nie pociesza.

"szansa na poprawę za rok, to co widzimy się niebawem na Kieracie?" Konrad

Mija mnie kilku zawodników z trasy 50km. Jakoś nie mogę utrzymać ich tempa. Biegać im się chce? Jakieś 20 km. przed metą wraca mi motywacja - jak pobiegnę to szybciej będzie z głowy. No to biegnę.  

"Dajesz! Biegnij k... szybciej!" lokalny kibic na trasie

Ostatni punkt był wyrafinowany/wredny - teren podmokły i wyposażony w jeżyny. Tak w sam raz na koniec, żeby się dodatkowo trochę zmoczyć i poharatać.

"Chrum, chrum, chrum" - lokalna zwierzyna na trasie

Oddaję kartę i nawet nie chcę patrzeć na wyniki. Przebieram się, kąpię, jem i idę spać. Za jakieś dwie godziny, przed 23 budzi mnie Paweł. Właśnie skończył - zrobił pierwszą pętlę i kawałek drugiej. W zasadzie trudno ocenić czy jest zadowolony czy nie. Idę z nim na stołówkę. Po drodze rzut oka na wyniki. Z kompletem punktów na razie przybiegł tylko Marcin - dwie godziny przede mną. Chwilę potem na stołówce pojawia się Tadek - właśnie skończył całość trasy razem z Edkiem i Staszkiem. Mają  wspólnie drugie miejsce - gratulacje. Ja z moimi 35 z 36 punktów wylądowałem na miejscu 5-tym.

"Co się stało z Zenkiem? Miał czas ponad trzy godziny lepszy, ale nie miał jednego punktu. Co się stało?" - nieznana mi osoba na parkingu po oficjalnym zakończeniu

Rudawska Wyrypa - jest świetna, trudna, super teren, nie banalne punkty kontrolne. Takie imprezy lubię najbardziej. Co i tak nie zmienia tego, że trafia do mojej Litanii Imprez Na Których Wspomnienie Zgrzytam Zębami. Trafia tam nie jako pierwsza i na pewno nie jako ostatnia: Skorpion 2009, ERO 2009, AT 2010, Oriento 2011, Rudawska Wyrypa 2012...c.d.n.

Mój track:
GPSies - Rudawska Wyrypa 2012
 

sobota, 28 kwietnia 2012
Słoneczny pasztet
Dzisiejszy dzień był mocno destrukcyjny. Wyjeżdżając żadne prognozy pogody nie zapowiadały aż takiego ocieplenia. Paweł zabrał tylko takie pantofelki, które dały mu dziś mocno popalić. Dosłownie popalić.

Za to dokumentacja fotograficzna dziś bogata, więc nie ma co się rozpisywać.
Miejsce noclegu:

A jeśli mowa o noclegu, to niestety kupiony i skonsumowany wczoraj wieczorem pasztecik nie okazał się kompatybilny z układem pokarmowym Pawła. Dzięki temu możemy się dowiedzieć, że ubiegłej nocy podobno księżyc był wyjątkowo piękny.
Sweet focia w lustrze, jak znalazł na facebooka (zawsze mi się wydawało, że Paweł jest wyższy):

Przydrożny krzyż z XIX wieku w Dąbrówce Nowej:

Ruiny w tej samej miejscowości:

A teraz będzie moje ulubione zdjęcie z dnia dzisiejszego i chyba z całego wyjazdu:

Dziś nawet trafiło się kilka odcinków dość prostych nawigacyjnie:

A w ogóle to dziś był ostatni dzień wędrówki podczas tego wyjazdu. Coś mi się pomieszało i myślałem, że jutro jeszcze będzie napierał, ale skoro w poniedziałek ma być w pracy to faktycznie jutrzejszy dzień musi poświęcić na podróż powrotną.
Nawet nie najgorzej to wyszło bo dotarł dziś do Gołdapi skąd łatwo będzie mu wrócić.

Podsumowując nie udało się zrobić ambitnie zaplanowanej całej granicy północnej ale co się odwlecze... Wydaje mi się, że Paweł i tak jest zadowolony z tego co udało się przejść. Teraz niech wraca i trochę odpocznie, bo za nie cały tydzień jedzie na Rudawską Wyrypę.
Epilog
No dobra dotarł do Gołdapi, ale przecież kawałek dalej na wschód nad strumieniem czeka depozyt z akcji "Browar". Po znalezieniu noclegu, zostawia plecak i na lekko rusza na łowy. Miejsce zostało odnalezione bez problemu.

Ciekawe czy to były wybitne umiejętności nawigacyjne czy za węchem szedł? Depozyt czekał. I to w dodatku w wersji powiększonej.


Piękny prezent na zakończeniu wyprawy. Przekazuję w imieniu Pawła podziękowania dla Uli i Marcina za perfekcyjne przeprowadzenie akcji i rozlokowania zrzutu. Pewnie Paweł przy najbliższej okazji podziękuje osobiście.
piątek, 27 kwietnia 2012
Rutyna
Nuda i rutyna.
- przełażenie przez rowy,
- drogi jak przez les to są, jak przez pola to zaorane,
- straż graniczna kontroluje,
- mieszkańcy zapraszają na herbatę,
- gorąco
- jeden rezerwat to ominięcia.
To wszystko spowodowało, że kilometrów netto granicy przybyło poniżej 30. Jutro też jest dzień.
Biwak gdzieś na wysokości Ołowników.
A z ciekawostek to mi się jeszcze przypomniało, że udzielił porady lekarskiej jednemu starszemu panu.
Codzienna porcja zdjęć.





PS. "Browar" wylądował

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31